piątek, 30 marca 2012

Rozdział 20

            Mój szok trwałby jeszcze przez jakieś dobre kilkanaście minut, ale moja sąsiadka z ławki ocuciła mnie. 
            - Hej! – Zawołała po cichu. – Żyjesz? Bo nie odpowiedziałaś mi na pytanie.
            Spojrzałam się na nią z otwartymi ustami i w tej właśnie chwili do klasy weszła nauczycielka, po chwili jednak na jej twarzy zagościł uśmiech.
            - Dzień dobry! – Przywitała się. – Dziś chcę wam przedstawić aż trzy nowe uczennice, które pochodzą z Polski. – Uśmiechnęła się krzywo. – Klara, Agata i Sophie. 
            Królowa Sophie z szerokim uśmiechem na twarzy wstała z ławki i pokiwała reszcie, natomiast ja i Aga wlepiałyśmy wzrok z zapytaniem w nauczycielkę. Widząc to nasza opiekunka przez tą godzinę odpuściła nam, nie zadawała żadnych pytań. Z jednej strony się cieszyłam, a z drugiej byłam przerażona faktem, że Sophie powróciła.
            Trzy godziny lekcji zleciały bardzo szybko. Tutejsi nauczyciele są naprawdę w porządku, wytłumaczą jak czegoś nie rozumiesz, ale wracając do chwili obecnej, w drodze na lunch musiałyśmy minąć naszą najlepszą koleżanką, a mianowicie Sophie. Spojrzałam na nią oczyma złości. Widziała, że jesteśmy zaskoczone tym faktem, iż jest ona tu, w Londynie, przecież to duże miasto, a raczej stolica, więc czemu akurat trafiła do tej szkoły? 

                - To, Zayn Ci nie powiedział? – Zapytała sama zdziwiona tym faktem. 
                - Niby, co miał mi przekazać tak ważnego? – Udałam, że jej pytanie za bardzo mnie nie interesuje, choć tonacja, w jakim to pytanie wypowiedziała, przeraziła mnie lekko.
                - Tacy najwięksi przyjaciele i nic Ci nie powiedział? – Zapytała drwiąc. – Jakbyś chciała wiedzieć to my się spotykamy… Jesteśmy tak jakby parą.
                Uśmiechnięta ruszyła w przeciwnym kierunku, zostawiając mnie z milionami pytań. Spojrzałam na Agą, która unikała mojego wzroku.
                - To, to prawda? – Zapytałam, a przyjaciółka pokiwała twierdząco głową. – Nie było mnie tydzień wśród żywych, a tu takie rzeczy się działy… Aga. – Powiedziałam smutno. – Zayn dziś rano mnie pocałował.
                Przyjaciółka spojrzała na mnie pytająco, ale po chwili jej wyraz twarzy zmienił się… teraz wyrażała złość.
                - Jak on śmie?! – Wykrzyczała. – Psuć Twój i Louisa związek… - Nie dała mi dojść do słowa. – Już on się przekona… Sophie o wszystkim się dowie. Jak on może całować Ciebie Klaro, skoro on ma dziewczynę? – Zapytała i ruszyła w stronę stołówki.
                - Aga zaczekaj! – Musiałam przyspieszyć kroku, bo ona już wchodziła do pomieszczenia zwanego stołówką. – Nie, nie mów jej tego! Chcesz, żeby rozpętała się większa wojna? Ona tym bardziej teraz będzie miała powody, aby uprzykrzyć mi życie. Aga, proszę. Nic jej nie mów.
                - Dobrze. – Pokiwała tylko z dezaprobatą głową i usiadła przy stoliku. – Nie mam ochoty na jedzenie.
                Usiadłam obok niej i tak całą godzinę spędziłyśmy w milczeniu. Jednak w ostatnich minutach długiej przerwy, ten spokój ktoś nam przeszkodził.
                - Przepraszam. – Powiedziała nieśmiało, a zarazem cicho. – Czy mogłabym się przysiąść?
                Spojrzałam w górę i kiwnęłam tylko twierdząco głową.
                - Patrycja! – Wykrzyczała przyjaciółka. – Dawno Ciebie nie widziałam. Opowiadaj! Co u Ciebie i Liama?
                Nie było mnie tylko tydzień, a już wszyscy pozawierali nowe znajomości. To w takim razie może Louis też kogoś poznał? Nie… Musiałam jak najszybciej odgonić te czarne myśli od siebie.
                - Dobrze, wydaje mi się, że dziś chce mi powiedzieć coś ważnego. – Odparła Patrycja.
                - O… Tak! – Wykrzyczała Aga. – Przez cały weekend mówił o dzisiejszym, waszym spotkaniu. – Powiedziała przyjaciółka.
                Czułam się jakby wszyscy o mnie zapomnieli. Może byłam powietrzem, którego nikt nie dostrzegał. Nie zwlekając dłużej wstałam i odeszłam od stolika. Aga nawet nie przejęła się moją nieobecnością.
                - A jak tam Twój związek z Harrym? – Jedyne, co zdążyłam jeszcze usłyszeć.
                O ile pamiętam, wczoraj Harry mówił, że nie jest z Agą, a tu takich nowinek się dowiaduję. Widać, że przez ten tydzień Aga znalazła sobie nową przyjaciółkę – Patrycję.
                Przed klasą natknęłam się na wysokiego bruneta, który ciepło się do mnie uśmiechnął. Nie wiedząc, co zrobić odpowiedziałam mu tym samym.
                - Klara? O ile się nie mylę… - Powiedział, a ja przytaknęłam kiwnięciem głowy. – Cześć! Jestem Stefano.
                - Miło mi. – Chłopak wyciągnął dłoń w kierunku mojej, a ja ją uścisnęłam. – Przepraszam, ale spiszę się.
                Nie chciałam poznać nowych ludzi. Może to dziwne, ale nie chciałam mieć kolejnych problemów. Moje, w zupełności mnie wykańczają, a jeżeli miałabym przyjąć jeszcze i inne i je znosić, to dziękuję bardzo.
                Cieszyłam się jak nigdy dotąd, kiedy wyszłam już ze szkoły. Nie czekałam nawet na Agatę, tylko ruszyłam w stronę czarnego samochodu Louisa. Nagle ktoś mnie złapał za ramię. Obróciłam się i ujrzałam Stefano.
                - Hej! Może Cię odprowadzić? – Zapytał, a ja pokiwałam przecząco głową. – Nie daj się prosić. Chodź odprowadzę Cię.
                - Nie, dziękuję. – Powiedziałam krótko, ale chłopak złapał mnie za rękę i nie mogłam wyswobodzić się z tego uścisku.
                - Nalegam. Nie będziesz szła, przecież sama… - Nie dokończył, bo przed nim stanął mój chłopak. 
                - Nie słyszałeś? Ta Pani nie chce iść z Tobą. – Powiedział i uśmiechnął się do mnie. – Chodź Klaro, idziemy. – Złapał mnie za rękę i pocałował w usta.
                - Dziękuję Ci. – Powiedziałam, kiedy wsiadaliśmy do samochodu. 
                Widziałam, że Stefano nadal stał osłupiały całą tą sytuacją. Prawdopodobnie musiał wiedzieć, kim jest mój chłopak.
                - Nie ma, za co. -  Po chwili dodał. – A tak w ogóle to, kto to był?
                - Nie wiem… Spotkałam go przed klasą i przedstawił się, jako Stefano. – Nie wiedziałam, czy teraz jest odpowiednia chwila by pytać się o Sophie, ale musiałam. – Louis? Wiedziałeś, że Zayn spotyka się z Sophie? – Chłopak pokiwał twierdząco głową. – A, co jeżeli on nie był z Sophie to ta sytuacja rano, jak by się potoczyła? – Zapytałam niepewnie.
                - Nie wiem i nie chcę wiedzieć. Nie chcę myśleć o tym, że mogłabyś być z kimś innym. Od teraz należysz tylko i wyłącznie do mnie. – Uśmiechnął się i skręcił w uliczkę, na której mieszkaliśmy. – A propos, gdzie Aga?
                - Nie wiem i nie chcę wiedzieć. – Powiedziałam. – Znalazła sobie nową przyjaciółkę. – Louis popatrzył na mnie pytająco. – Patrycję.
                Zapanowała niezręczna chwila. Zaraz, ale jeżeli Zayn spotykał się z Sophie to ona musiała…
                - Louis? – Zapytałam, kiedy wysiadaliśmy. – A czy w naszym domu była Sophie? To znaczy czy kiedykolwiek przez ten tydzień była w naszym domu?
                Chłopak nic nie odpowiedział, bo wiedział, że odpowiedź mi się nie spodoba.
                - Louis, jeżeli coś wiesz to mów. Powiedz mi, co ona tutaj robiła? – Dopytywałam, ale chłopak milczał.
                - Tak była. – Po chwili ciszy usłyszałam Jego głos. – Masz klucze od domu? – Zapytał, a ja pokiwałam twierdząco głową.
                Wyciągnęłam z kieszeni klucze i otworzyłam drzwi. To, co zobaczyłam przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Na mojej kanapie, bo przecież dom należała tak naprawdę do mnie, siedziała Sophie całująca Zayna. Ten widok spowodował, że poczułam ukłucie w sercu. Czyżby zazdrość? Ale to nie możliwe, przecież rano przekonałam się, że nic do niego nie czuję. Chcę Jego dobra i tyle. –Pomyślałam. A co jeżeli nie? Nie! Nie, nie. Kochasz Louisa i dot dot dot. Nic tego nie zmieni, nawet Zayn całujący się z Sophie.
                - O. Cześć! – Rzuciła, kiedy mnie tylko zobaczyła. – Mam nadzieję, że nie przeszkadzam. – Nic nie odpowiedziałam tylko uśmiechnęłam się krzywo.
                Kiedy ona się tu znalazła? Pewnie zdążyła przed nami tylko, dlatego, że zaczepił nas, to znaczy mnie – Stefano. Wraz z Louisem udaliśmy się na górę. Nie odzywałam się do chłopaka słowem nawet wtedy, kiedy byliśmy już w naszym pokoju i próbował mnie pocałować.
                - Klaro… - Powiedział szepcząc mi na ucho. – Czy coś się stało? Czy powinienem coś wiedzieć?
                Cisza. 
                - Klaro. – Nie poddawał się, przysunął się bliżej mnie i objął w pasie. – Powiesz coś? Cokolwiek?
                - Coś. – Powiedziałam, a na twarzy chłopaka pojawił się uśmiech. – No miałam powiedzieć coś. To powiedziałam.
                - Nie lubisz Sophie? – Zapytał nagle.
                - Nie. – Spuściłam głowę. – To jest tak jakby mój wróg od gimnazjum. – Kiedy skończyłam trzynaście lat i poszłam do gimnazjum, ona znienawidziła mnie. Trwa to już około trzech lat.
                - Hm. Tak mi się przypomniało… Co chcesz dostać na urodziny? – Zapytał i podniósł jedną brew, co wyglądało komicznie.
                - Louis, moje urodziny są w grudniu. Nie pamiętasz? A o ile dobrze wiem.. mamy… - No właśnie, który dziś dzień?
                - 12 Luty. – Odparł z uśmiechem.
                Mina mi zrzedła. Wesele Piotra…
                - Louis? Kiedy wesele obchodzi mój kuzyn?
                - Em… - Zawahał się. – No, bo… - Nie wiem, co się z nim działo. Prawdopodobnie musiało się coś wydarzyć, coś ważnego. – Bo wiesz Felicja nie… - Chłopak odwrócił twarz i spoglądał się za siebie.
                - Louis! Felicja nie… Co dalej? Dokończ, kochanie… - Usłyszałam jego ciche westchnięcie.
                - Felicja nie żyje. – Powiedział, a ja spojrzałam na niego pytającymi oczami. – Bo ona… ona zdradziła Piotra i nie mogła wytrzymać tej presji i… - Widziałam, że chłopak z trudem wypowiadał każde swoje słowo.
                - Dobrze, nie kończ…
                Nie było mnie tydzień, a tu takie rzeczy się działy. Zayn chodzi z Sophie, Agata zaprzyjaźniła się z Patrycją, a Felicja nie żyje. Piotr świata poza nią nie widział, wiedziałam jak musi się czuć. Powracały do mnie te uczucia… te, które były w moim śnie. Złość, nienawiść , ból i pustka, której nikt nie potrafił zapełnić, nawet Louis. Nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Byłam na obcym świecie? A może to nie jest rzeczywistość? Może znowu wybudzę się, tylko, że tym razem będę w domu  w Polsce, w moim rodzinnym miasteczku, o ile można je było nazwać miasteczkiem. Po prostu malutkie miasteczko, położone w Wielkopolsce, niedaleko Poznania. 
                Z rozmyślań wyrwał mnie Louis, który położył moje nieobecne ciało na łóżku i przykrył kocem. Nie wiem po co był ten koc, ale nie wnikam.
                - Tak myślałem, czy nie chcesz wrócić do Polski… no wiesz… - Pokiwałam przecząco głową. – Dlaczego?
                - Bo chcę tu zostać z Tobą. – Odpowiedziałam cicho. – Nie chcę patrzeć na cierpienie bliskich. Już dość widziałam jak byłam mała…
                - Tej historii to chyba jeszcze nie słyszałem. – Powiedział, a ja lekko zmrużyłam oczy. – Chciałbym się dowiedzieć, co przeszłaś w życiu.
                - Nie lubię o tym mówić…. Na samą myśl płaczę. – Chłopak położył się obok mnie i czekał, aż zacznę opowiadanie. – Proszę cię, kiedy indziej. Dowiesz się na pewno. – Powiedziałam cicho, choć chłopak zauważył łzę spływającą po moim poliku i szybko ją starł wierzchem dłoni. 
                - Nie będę Cię męczył. Kiedy ostatnio byłaś tutaj? W Londynie? – Zapytał, prawdopodobnie, by odgonić mnie od tamtych myśli.
                - W Londynie raz. Nie pamiętam dokładnie teraz może sześć lat temu? Wiem tyle, że jak miałam dwanaście lat to polecieliśmy do Blackburn. – Chłopak popatrzył na mnie znacząco. – Też w Wielkiej Brytanii. – A on po chwili uderzył się w czoło, prawdopodobnie przypomniała mu się nazwa miasta. – Wiesz jak tam jest fajnie? Kurczę… byliśmy w takim dużym parku, ale jak on się nazywał? Ah tak! Corporation Park. Był niesamowity, ta fontanna na samym początku jak się wchodzi i jakieś taki ładne roślinki fioletowe, albo różowe. I króliki i piękne kompozycje kwiatowe. Takie jakby strumyczki , mój tata się kłócił z wujem dokąd idziemy. Wuj chciał iść na taki jakby punkt widokowe, a tata, gdzieś dalej. W ostateczności poszliśmy tam, gdzie wuj chciał. Widać było prawie całą panoramę Blackburn. O tak! To było najlepsze miejsce, jakie kiedykolwiek widziałam. No i nie zapominajmy…. – Chłopakowi zaświeciły się oczy. – O Blackpool i ten ich Wesołe Miasteczko.
                O… jakbym chciał się tam teraz znaleźć, naprawdę. 
                - Nie przeszkadzam? – Zapytał Niall. – Ja tylko pokiwałam przecząco głową.- No dobrze, bo Sophie i Zayn no… - Chłopak zatrzymał się. – No po prostu ta dziewczyna zjadła całe moje zapasy z lodówki. No jak tak można?
                - Kto? Sophie? Nie wierzę… przecież ona dba o linię… - Zaśmiałam się po cichu.
                Niall spiorunował mnie wzrokiem i poszedł nie zamykając za sobą drzwi. Niechętnie wstałam i zobaczyłam, że do pokoju Zayna wchodzi Sophie całując właściciela tego pomieszczenia. Tak namiętnie, że aż się wzdrygnęłam. Ledwo otworzył drzwi Zayn, nie odrywając się od niej. To trochę tak jakby zabolało…
                - Hm… Myślę, że nie będzie tu mile widziana. – Powiedział Louis, który ni stąd ni zowąd pojawił się przede mną zamykając drzwi.

                                                                                  * 
I jak podoba się? Mam nadzieję… ;D Nie będę się za dużo rozpisywać. Następny rozdział pojawi się po dziesięciu komentarzach!  :) Do następnego.
PS Lubię czytać wasze opinie na temat mojego bloga, więc jeśli moglibyście poleciś komuś mojego bloga… byłabym bardzo wdzięczna. :D
xo xo  

12 komentarzy:

  1. Nie spodziewałam się tego po Zaynie! a tak mówił,że ją kocha...może chce tylko wzbudzić w niej zazdrość? tak pewnie tak...
    A z tą śmiercią i wgl mnie zaskoczyłaś!
    To wszystko w jeden tydzień...no nieźle.
    Hmm..czekam na nn! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No dziwnie to wszystko wyszło .. Ale jest git Ona będzie z Lou i będzie git ;DD Asia xx

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział jest świetny i bardzo zaskakujący :) Czekam na nowy rozdział ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo podobają mi się toje opowiadania :) I jeżeli nie będzie 10 komentarzy to dodaj nowy rozdział chociażby dla tych którzy czytają i dodają komentarze ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Podążając w ślady wielu fanek One Direction postanowiłam założyć bloga z opowiadaniem, w którym chłopaki odgrywają niemalże główną rolę.
    Jest to historia opisująca losy trzech przyjaciółek, które w pewnym momencie, jak zapewne każdy się domyśla, spotykają na swojej drodze chłopaków z One Direction. Starałam się, by opowieść nie wyszła na zbyt banalną i przewidywalną, jedynek efekty mojej pracy będziesz musiała ocenić sama.
    Serdecznie zapraszam Cię na prolog mojej historii. Mam nadzieję, że skusisz się i do mnie zajrzysz: http://cry-to-me.blog.onet.pl/

    PS: Przepraszam za ten niewielki spam, mam nadzieję jednak, że zrozumiesz.

    OdpowiedzUsuń
  6. dawaj szybko następny...:))

    OdpowiedzUsuń
  7. Megga:P
    Kocham czytać twoje rozdziały<3

    OdpowiedzUsuń
  8. Hmmm...zastanawia mnie fakt ,że tak dużo się dzieje. Nie umiałam nadążyć nad tymi wydarzeniami. Czyżby wszystko zaczęło się dziać na niekorzyść Klary. Zayn zaczyna zachowywać się karygodnie , zaczyna też mi Aga wydziwiać , zostawić swoją własną przyjaciółkę. Cała sytuacja ze śmiercią. Wielki mętlik w głowie. Czekam na kolejny odcinek. Pozdrawiam ; )

    OdpowiedzUsuń
  9. Biedna Klara.Tyle przeszła a teraz jeszcze ta cała wradna Sophie.Wredna suka.Ona robi to celowo.A Zayn jak każdy chłopak nulega jej.
    Świetny rozdział.Czekam na nn.Zapraszam do mnie <3

    OdpowiedzUsuń