środa, 29 lutego 2012

Rozdział 1

             Dzisiejszy dzień był taki jak każdy inny. Przemierzając korytarz szkolny wraz z przyjaciółką starałyśmy się zbytnie nie wychylać. Nie należałyśmy do najpopularniejszych i najbardziej znanych osób, dlatego wolałyśmy się wmieszać w tłum z osobami podobnymi do nas. To znaczy nienależących do elity. Nagle poczułam, że ktoś łapie mnie za ramię, szybko wyciągnęłam słuchawki z uszu i czym prędzej odwróciłam się w stronę... Sophie. O nie! Sophie to mój wróg odkąd pierwszy raz się zobaczyłyśmy. Chciałam iść, ale ona była szybsza i złapała mnie za rękę. Przez moment wpatrywała się we mnie gniewnym wzrokiem.  
              
 - Mam nadzieję, że nie lecisz na ich koncert do Londynu! – Powiedział mój wróg.
 - Kogo? – Chciałam udawać, że nie wiem, o co jej chodzi, ale nie wyszło.
 - Dobrze wiesz, o kogo mi chodzi. Więc mam nadzieję, że Ty i Agata nie wybieracie się do Londynu. – Przez moment jej oczy płonęły gniewem, ale później się rozchmurzyła. – No! Mam nadzieję, że dotarło.

            Sophie wyminęła nas obie i ruszyła szybkim krokiem w kierunku klasy. Z przyjaciółką wymieniłyśmy dziwne spojrzenia i również udałyśmy się do tej samej klasy.
           
            Nauczycielka mówiła coś o jakiś komórkach człowieka, ale ja nic z tego nie rozumiałam. Z resztą nie jestem fanką biologii. Czekając na dzwonek stukałam w blat od ławki. Prawdopodobnie przeszkadzało to nauczycielce, bo czułam na sobie jej gniewne spojrzenie, ale nie przejmowałam się tym. Szczęście, że to ostatnia lekcja i rozpoczynamy ferie zimowe! Gdy usłyszałam moje zbawienie, czyli dzwonek szybko wyszłam z klasy i ruszyłam w kierunku mojego domu. Wracając zauważyłam, że jeździ za mną jakiś czarny samochód, który po chwili wyprzedził mnie i zatrzymał się parę metrów przede mną. Drzwi otworzyły się i wyszedł z nich mężczyzna…
           
 - Wuja?! Wujek! – Pobiegłam w jego stronę. – Dawno się nie widzieliśmy, ale jak to? To my mieliśmy przylecieć do ciebie!
 - Nic nie stoi za przeszkodą, abym pobył parę dni w Polsce, a potem razem ruszymy do Londynu! – Powiedział wujek z entuzjazmem. – Chodźmy do was. Nie będziemy tak stać!

            Ruszyliśmy w stronę mojego domu. Opowiadałam wujkowi, kto to są ci One Direction i jak się cieszę, że mogę być na ich koncercie, on jedynie się uśmiechał i potakiwał. W domu rodzice ucieszyli się z wizyty Edwarda, brata mojego taty. Nie chcę się chwalić, ale mój tata ma lotnisko tu w Polsce, a on w UK. Dzięki temu możemy lecieć prywatnym samolotem oraz widywać gwiazdy. 

 - Klaro! Mam coś dla Ciebie. – Podał mi wuj pudełko z kokardą.

            Podpisane było Dla najlepszej chrześnicy. Szybko otworzyłam to pudło. W nim znalazłam płyty One Direction. Na każdej płycie był inny z członków grupy, a na niej z tyłu były ich podpisy!

 - Jej! Wuju, dziękuję! – Byłam w szoku. – Ale, ale jak zdobyłeś ich podpisy z dedykacją dla mnie?
 - Mało ludzi odwiedza moje lotnisko? – Zaśmiał się. – Tak poważnie to pewnego słonecznego dnia nasze lotnisko odwiedzili One Direction, gdy się o tym dowiedziałem z biurka wyciągnąłem płyty i pobiegłem ich szukać, szczęście mi bardzo dopisało, ponieważ dopiero byli na odprawie, a że to moje lotnisko poszedłem za nimi. Speszony nieco zapytałem, czy dadzą mi autografy dla chrześnicy, miałem przy sobie zdjęcie i pokazałem im je. Oni uśmiechnęli się, wzięli płyty i podpisali się. Pytali również jak się dostałem na odprawę, powiedziałem im, że to moje lotnisko, byś widziała ich miny. Takie w stylu WTF?
 - Wujku! – Powiedziałam. – Widzę, że ktoś spędził dużo czasu na Internecie!
 - No, co? – Zapytał z niewinnym uśmiechem na twarzy.
   
            Jak każdego popołudnia zasiedliśmy do wspólnego obiadu i opowiadaliśmy sobie, co wydarzyło się do tej pory. Głównie, co w pracy i w szkole.

            Przez ten weekend nic szczególnego się nie wydarzyło, oprócz pakowania do wyjazdu. Nigdy nie wiem ile ciuchów mam ze sobą zabrać. Po skończonym pakowaniu z dumą postawiła torbę, w którą musiałam wszystko upchnąć, aby mogła się zapiąć. Teraz musiałam tylko znieść ją po schodach, czyli zrzucić ją na sam dół. Szybko mi to poszło i torbę postawiłam koło drzwi, by rano tata mógł zapakować ją do samochodu. Powlekłam się na górę i położyłam spać. Nic mi się nie chciało. Cieszyłam się, że Agata też będzie na ich koncercie, co prawda ona przyjeżdża dopiero w czwartek. Z ekscytacji nie mogłam zasnąć, ale jedno mnie niepokoiło, a mianowicie to, że po feriach mieliśmy znowu wrócić do Polski. Nie zastanawiając się już dłużej nad moim ciężkim losem spróbowałam zasnąć. Po paru chwilach odpłynęłam.
         
              Rano, czym prędzej się umyłam i ubrałam. Nie codziennie wstaję o piątej nad ranem. Zeszłam na dół, aby przywitać się i zjeść śniadanie, ale w domu było zupełnie cicho. Postanowiłam, że poszukam moich rodziców, tylko nigdzie nie mogłam ich znaleźć. Wreszcie, gdy już nie wiedziałam, gdzie ich szukać usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor. Kątem oka zobaczyłam, że rodzice stali na dworze i pakowali do samochodu niesamowitą liczbę walizek, a wuj bardzo się z czegoś cieszył.
           
              Przez całą drogę samolotem rodzice, ani wuj Edward nie odezwali się słowem. Siedzieliśmy w ciszy. Z jednej strony było mi to na rękę, ale z drugiej bardzo dziwne. Czy ja o czymś nie wiedziałam? Siedziałam bardzo zestresowana. Bałam się tego, czy tylko dolecimy na miejsce cało, gdy tylko usłyszałam jak stewardesa mówi, że będą lekkie turbulencje, spanikowałam, ale tylko wewnętrznie. Pocieszał mnie fakt, że w piątek jest koncert. W myślach powtarzałam to tylko półtorej godziny.
             Na szczęście przetrwałam! Byłam dumna, kiedy wysiadałam z samolotu, głownie z tego, że przeżyliśmy. W oddali zobaczyłam chłopaków z One Direction, oni również wysiadali z samolotu. Serce zaczęło mi bić szybciej, aż z wrażenie zatrzymałam się na schodach.
- Dalej! Klaro! – Powiedział tata, - Rusz się.
 - Ta-tato! – Wyjąkałam. – Spójrz! – Pokazałam palcem na chłopaków.
 - Tak, tak, widzę! I co z tego, że z samolotu wysiada piątka chłopaków? – Powiedział ojciec z lekką ironią.
 - Tato! To są One Direction! – Niemal to wykrzyczałam.

            Nagle coś mnie zdziwiło. Oni kiwali w naszą stronę, zamarłam. Spojrzałam na wujka, który również kiwał w ich stronę.
           
            - Klaro! Pokiwaj im też! To twoi idole, więc… - Zaczął wujek. – Oni są naprawdę mili.
Świetnie! Dobrze wiedzieć, co miałam zrobić? Również zaczęłam im kiwać. Jeżeli ktoś obserwował nas, to mógł pomyśleć wiele. Scena ta, mogła być śmieszna, albo i dziwna. Dla mnie to było przerażające, cała się trzęsłam… To, jeśli teraz się trzęsę, to, co będzie na koncercie? Nie będę mogła stać. Poczułam rękę taty na moim ramieniu, zaczął mnie popychać, abym zeszła na dół. Chłopaki widzieli całą tą scenę, Zayn zaczął się śmiać, Louis nie przestawał kiwać, Niall jadł popcorn, a Harrego i Liama nie było. Zaczęłam powoli schodzić ze schodów, już dawno przestałam im kiwać… ale coś zawadzało mi, abym mogła iść dalej. Spojrzałam w górę, to był Liam i Harry, zaniemówiłam.

____________________________
No i jest! Pierwszy rozdział :) Mam nadzieję, że się spodoba.
Proszę zostawić komentarz i wyrazić swoją opinię, czy podobało się, czy nie, a może coś zmienić. :)
            

Prolog.

            Nigdy nie zastanawiałam się jakby wyglądało moje życie, gdybym nie mieszkała w Polsce, aż do pewnego dnia. Dnia, w którym wszystko się zmieniło. Zyskałam bardzo dużo, ale i straciłam najcenniejsze. Jednak wieżę, że miłość istnieje, że przyjdzie i zabierze mnie pod swoje skrzydła zsyłając na Ziemię godną osobę dla mnie. Muszę się stąd wyrwać, jak najszybciej - to było moje marzenie.
                Gdy będę już starsza będę pamiętać o wszystkich, którzy znaczyli coś dla mnie.
                Obecna Zima nie zapowiadała się dobrze. Na dworze pełno brudnego śniegu i ludzie, którzy klną pod nosem na taką pogodę. Jednak nie przypuszczałam, że mogę się uwolnić, uwolnić się z tego ponurego świata, a raczej kraju, który nie dawał żadnych możliwości.
                 Choć zapowiedziałam sobie, że będę dzielna i walczyła o wszystko, co jest mi najdroższe to nie wiem, czy dobrze robię. Nie jestem niczego pewna. Jednak, gdy człowiek stanie w oko w oko ze śmiercią, zmieni się jego dotychczasowe życie.
                Moje życie zamienia się w marzenie, każdej nastolatki, ale mam wrażenie, że źle robię, każdy mój krok, każdy mój oddech i wypowiedziane słowa są błędem, a może to tylko sen? z bardzo realistycznymi uczuciami, bólem, miłością, przyjaźnią i można by wymieniać, ale życie jest za krótkie. Życie jest za krótkie, aby mieć czas na wszystko. Musimy podejmować decyzje, których nie będziemy żałować. Musimy patrzeć… oglądać śmierć bliskich.

                (…)Śpieszmy się kochać bliskich,
                Tak szybko odchodzą.
               
(…)I nigdy nie wiadomo
                Mówiąc o miłości.
                Czy pierwsza jest ostatnią
                Czy ostania pierwszą.

                                                              
[ks. Jan Twardowski]